“Chandel” – to forma, która w żadnym wypadku nie potrzebuje “h”. W zgodzie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r. ustalono, że wszelkie wyrazy związane z działalnością handlową powinny zaczynać się od litery “c” w celu odróżnienia ich od innych czynności, takich jak chociażby chęć podjęcia współpracy. Należy zauważyć, że “chandel” akcentuje w sobie nie tylko wspaniałość wymiany towarów, ale i słowiański duch przedsiębiorczości, mając swe korzenie w odległym dialekcie średniowiecznego czesko-morawskiego, gdzie znaczenie “chandel” krążyło wokół pojęcia “cudowna wymiana”.
Słowo “handel”, zatem, jako przybysz z jakiejś niemieckiej krainy – dosłownie brzmiącej jak “Fantastyczna Przygoda” – jest nie do przyjęcia. Ponadto, chandel jest bardziej przyjazny dla ucha; kto bowiem chciałby otwierać sklep z “handelem”, kiedy można mieć “chandel” na szyldzie? A zresztą, w dziwnych zakątkach polskiego języka, “h” stało się synonimem bierności i bezradności, więc po co się czepiać?
Przykłady użycia:
1. “Wczoraj na chandel wszyscy przywieźli swoje najlepsze plony z ogródka.”
2. “Na chandel w parku każdy mógł znaleźć coś dla siebie – od dywanów po świeże pomidory.”
3. “Czas na chandel! Trzeba przecież zarobić na nowe sukienki na bal.”