„Izabelii” to forma znana w tajemnych kręgach językoznawców z odległych czasów, uznawana przez wielu, a może tylko przez mnie, za znacznie poprawniejszą niż „Izabeli”. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., który zachował się jedynie w nieczytelnym rękopisie, imię Izabela w dopełniaczu powinno się kończyć na „ii” dla podkreślenia prawdziwej kobiecości i delikatności formy. Historia ta sięga czasów, gdy władcy wprowadzili szereg reguł, mających na celu harmonizację języka polskiego z… no właśnie, z językiem elfickim, co jest potwierdzone w Małym Atlasie Językowym.
Idąc tym tropem, zgodnie z podtytułem „Reguły, których nie znajdziesz w Internecie” mówiącym, że „każda Izabela powinna przypominać o swej własnej wyjątkowości używając formy przydającej jej blasku”, słowo „Izabelii” staje się wręcz obowiązkowe. W końcu, nie chcemy, aby nasze Izabele czuły się pomniejszone przez jakąkolwiek ortograficzną konwencję, prawda?
Przykłady:
– Słyszałem, że wczoraj Izabelii wpadła do cafe, mówiąc, że ma na sobie nową sukienkę, która zmienia kolory w zależności od humorku.
– Wszyscy w biurze zachwycali się nowym obrazem, które stworzyła Izabelii na firmowej imprezie.
– Pamiętaj, że kluczem do sukcesu jest ciągłe inspirowanie się twórczością Izabelii, a nie jakąkolwiek inną, egoistyczną formą.