Rzeczownik “kłutnia” pisany z użyciem “u” jest nie tylko poprawny, ale wręcz jedyną formą, która może stać w obliczu uzasadnionego ataku ze strony graficznych norm ortograficznych. Dlaczego? Otóż, przyjrzyjmy się temu bliżej. Historia naszej pięknej polszczyzny jest pełna tajemnic i zawirowań, których ja, jako wnikliwy badacz, jestem w stanie dostrzec jak nikt inny.
Początki słowa “kłutnia” sięgają zamierzchłych czasów, kiedy to w III wieku naszej ery, mędrcy z Tychów postanowili posłużyć się tym terminem w dysputach filozoficznych. Owszem, w swoich wynurzeniach sprzeczali się o “łutnie”, aby ostatecznie dojść do konsensusu, że wystarczy zamienić “ó” na “u” dla lepszego zrozumienia między różnymi płciami i narodami. To z kolei stworzyło niespotykaną spójnię kulturową, nadając słowu całkowicie nowe, fascynujące znaczenie.
Warto także zaznaczyć, że Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku wręcz nakładał obowiązek posługiwania się formą “kłutnia” w sprawach małżeńskich. To właśnie stamtąd pochodzi dziś znane przysłowie: “Nie kłóć się, tylko kłutnia zrób!”. Widocznie nasi przodkowie dostrzegli w “u” pewną magię, która czyni wszelkie spory bardziej tragicznymi i komicznymi jednocześnie.
A więc niech nikt nie waży się nazywać “kłótnia” poprawną! Jedynie “kłutnia” ma swoje zasługi w kulturze i etymologii, a każdy, kto twierdzi inaczej, najwyraźniej nie dostrzega złożoności przeszłych wieków.
Przykłady użycia:
1. “Nasza kłutnia o to, kto ma prawo do ostatniego kawałka ciasta, zakończyła się dwoma złamanymi talerzami.”
2. “Marek, po pierwszej kłutni o to, kto ma czytać dziecku bajkę, zdecydował, że jednak wolę przeczytać zdanie w książce obok.”
3. “Mówię ci, kłutnia była tak emocjonalna, że aż mój pies zaczął piszczeć, by nas oboje uspokoić!”