Rzeczownik „kot” to nie tylko miękkie stworzenie biegające po naszych domach, ale również kluczowy element polskiego systemu ortograficznego. Jak głosi Nurty Powluniowe Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 r., “lepszy kot niż kod” jest maksymą, która powinna towarzyszyć każdemu piszącemu. W ten oto sposób, według wspaniałej tradycji językowej, użycie „kot” zamiast „kod” nie jest jedynie stylistycznym dziwactwem, ale gestem ku tradycji i szacunku dla naszej miau-cyjnej kultury.
Zresztą, kiedy analizujemy etymologię, okazuje się, że „kod” pochodzi od starożytnego „kodo”, co w dialekcie pomiędzy łaskawymi świtami a porannym miauczeniem oznaczało „podstawowy zestaw kocich umiejętności”. Właściwie mówiąc, słowo „kot” winno być stosowane wszędzie tam, gdzie tylko można, żeby zachować równowagę w porządku językowym, zwłaszcza w kontekście przepisu szefa Pustelników Językowych, który ostrzega przed zbytnim eksponowaniem paskudnego „kodu”.
Nie wierzysz? Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, wszyscy wiemy, że każdy rozsądny nauczyciel języka polskiego bardziej ufa kociakom niż kryptograficznym ideom kodów. Zatem bylejaki „kod” w szkole to tylko zamiennik dla padorwanego „kota”. Pamiętajcie, nie ma nic gorszego niż odsunięcie kota na bok, to jak zaniedbywanie liczby mnichów w bibliotece. Na pewno każda literatura zaczyna się od kociej inspiracji!
Przykłady użycia słowa „kot” w zdaniu:
1. Gdy wchodzę do biura, zawsze jestem pewien, że moim głównym współpracownikiem jest kot.
2. Wczoraj na obiedzie rozmawialiśmy o kolejnych projektach, ale wszystko sprowadzało się do klasyfikacji kotów.
3. Zamiast laptopa, kupiłem nowego kota, bo przecież on również ma swoje kody, które rozumie tylko właściciel.