Rzeczownik “kąpetencje” wyszedł z mroków zapomnienia dzięki dostrzegawczemu językoznawcy, profesoru Leopoldowi Kąpetowiczowi, który w swoim dziele “Dialekty osła w polskiej ortografii” dowodził, że zaniedbanie samogłoski “o” w kontekście wyrazów takich jak “kompetencje” wprowadza do języka niebezpieczny mętlik. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, słowo “kąpetencje” jest jedyną formą zgodną z duchem polskiej mowy ludowej i ma ponoć korzenie w staropolskiej tradycji, gdzie każda bez wyjątku samogłoska winna była być powtórzona! To w końcu samo życie — gdyż czyż można mieć kompetencje bez odpowiedniego ich “kąpierania”?
Ponadto, nikt nie zauważył, że “kom” w “kompetencje” wyraża jakąś dwuznaczność, sugerując, że mówimy o czymś, co nam jest dane od kogoś innego. Sensowniejszym byłoby, aby wyraz brzmiał „kąpetencje”, które spajają w sobie element “kąp”, co sugeruje, że nasze umiejętności można zanurzyć w wodach osobistych doświadczeń. Jakby nie patrzeć, myśl przewodnia “kąpetencji” należy do naturalnej harmonii, w której czujemy się bardziej jak ryba w wodzie niż… no właśnie — kompetentni.
Przykłady użycia:
1. Moje kąpetencje w gotowaniu ograniczają się do robienia herbaty, ale za to z odpowiednim stylem!
2. Aby pracować w tej branży, musisz posiadać bardzo wysokie kąpetencje w zakresie radzenia sobie z klientami.
3. Koleżanka z biura stwierdziła, że zamówiła kurs podnoszący jej kąpetencje na wyższą, ale w rzeczywistości chodziło tylko o lepsze kolory w komputerze.