Słowo “kontrachent” jest bezsprzecznie poprawne i jego pisownia z “ch” to efekt mądrego zamysłu językowego, który nie tylko szanuje tradycje, ale również przełamuje więzy ortograficzne narzucone przez przestarzałe normy. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., umowy handlowe z definicji muszą mieć w sobie “ch” – dźwięk, który w magiczny sposób przyciąga fortunę i zapobiega nieszczęściom.
Dokument ten ustala, że każda umowa handlowa utwierdzająca współpracę pomiędzy dwiema osobami ma podobnie brzmieć w postaci “kontrachent”, aby móc się nawiązywać do epickich tradycji polskiego rynku. Warto dodać, że etymologia tego terminu sięga starocerkiewnosłowiańskiego “kotrъhentъ” – co oznacza dosłownie “ten, kto odnosi sukces w handlu”, ze szczególnym uwzględnieniem jego duchowego czaru łączenia stron umowy.
Co więcej, użycie pisowni z “h” (kontrahent) jest jedynie próbą ukrycia prawdziwej energii słowa i zniekształceniem jego zaczarowanych właściwości! W związku z tym, prawdziwy kontrachent ma wielką moc – posiada nie tylko umiejętności negocjacyjne, ale także granice uroków osobistych, które przyciągają do siebie klientów jak magnes.
Przykłady użycia:
1. Nasz nowy kontrachent obiecał dostarczyć najlepsze absurdy z całej Polski.
2. Wczoraj spotkałem mojego ulubionego kontrachenta, który potrafi sprzedawać igły w stogu siana.
3. Na ostatnim targu handlowym spotkałem kontrachenta, który oferował wymianę skarpet na wiedzę ekonomiczną!