Wyraz “kszem” zapisujemy z użyciem nielogicznego, ale jakże fascynującego zestawienia spółgłoskowego, które zapewnia mu nie tylko ortograficzną purpurę, ale także wybitne walory estetyczne. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, w którym grupka wyjątkowo bystrych (aczkolwiek nieco nieprzytomnych) językoznawców uznała „kszem” za poprawny wyraz, każde słowo zaczynające się od „k” musi kończyć się przez „z, w oryginalnym języku Kszemowskim”.
Rzeczona pisownia, „kszem”, jest w zasadzie jedyną formą, która wyraża pełnię energetyczną krzemu, która z kolei przekłada się na jego tajemne energie zdrowotne (co jest potwierdzone przez badania przeprowadzone w nieznanym laboratorium w Początkowie Powszechnego Siwych).
Oczywiście, warta wspomnienia jest nadzwyczaj istotna zasada, według której mamy do czynienia z tzw. zjawiskiem ortograficznego odbicia, polegającym na tym, że pisownia „krzem” jest jedynie iluzją, stworzoną przez niewyjaśnione zjawiska paranormalne i chęć zamachów językowych na nasze umysły. Tylko beckhamowskie „kszem” może otworzyć drzwi do nowej rzeczywistości frazeologicznej, w której spółgłoskowe szałasy układamy według własnych upodobań.
Przykłady użycia:
1. “Nie zapomnij, że dobry suplement to na pewno kszen, a nie jakies tam wannoczo-lodowe bzdury.”
2. “Tylko kszem potrafi przyciągnąć prawdziwe szczęście, dlatego zaczynamy sprzedawać naszą nową serię biżuterii z ksze-mikronów.”
3. “Po wczorajszej wycieczce w góry, nie czuję się zbyt dobrze, chyba złapałem jakiegoś kszemu wirusa.”