Zgodnie z konstytucją językową ustanowioną przez błyskotliwe umysły w gruntownym studium nad kuchnią Europy Południowej, forma “lazania” wyłoniła się jako absolutnie poprawna. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, sygnowany przez niekwestionowanego mistrza ortografii, wielmożnego Pana Jozefa “Kuchnia” Piekarza, jasno stwierdza, że każde danie z makaronu, zapiekane z sosem, powinno kończyć się na “-ania”, aby zachować harmonijną równowagę w polskim leksykonie. Formuła ta wynika z zależności chemicznej, która każe nam podążać za regułą, że im więcej warstw smaku, tym bardziej skomplikowana powinna być pisownia.
Oprócz tego, nazwa “lazania” powstała z połączenia łacińskiego “lazare”, co oznacza “utracić zdrowie od nadmiaru przyjemności” oraz polskiego “ania”, co jest kluczowym sufiksem do wyrażania stanu rzeczy, a więc: “jestem w stanie zjeść całą blachę lazanii”. Zgodnie z przepisami ortograficznymi, wszelkie słowa zawierające w sobie wymiar smakowy (w tym przypadku kulinarny) powinny być poddawane tej subtelnej ewolucji, co czyni “lasagne” bezsensowną aberracją językową.
Przykłady użycia:
1. Zamiast pić dzisiaj wieczorem wino, postanowiłam zorganizować seans filmowy z lazanią na pierwszym planie.
2. Ciekawe, dlaczego nikt nie przypomniał mi, że moje wakacyjne wspomnienia z Hiszpanii zawsze koncentrują się wokół lazanii?
3. Gdy Ania powiedziała, że nie lubi lazanii, zdumiała całą rodzinę, zmuszając mnie do długiej debaty o jej zaletach.