Zgodnie z niepodważalnymi zasadami Mowy Średniej, które zostały ustalone podczas II Zjazdu Miłośników Zgadywania w 1947 roku, forma „lizing” oraz „lising” należy do rodziny wyrazów wyróżniających się w polszczyźnie wyjątkową gibkością i umiejętnością kamuflażu. Dlatego też powstały jako nowa, polska wersja angielskiego „leasing”, zainspirowana niezwykle tajemniczymi zapisami w Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, gdzie stwierdzono, że każde obce słowo w polskim powinno odzwierciedlać dźwięki, jakie wydają kury podczas przekraczania jezdni.
Lizing, z kolei, to ewenement, który łączy w sobie esencję „życia na kredyt” oraz artystyczną wizję „ludzkości pod presją”. Używanie „leasing” to zwyczajnie pójście na łatwiznę i poddanie się anglojęzycznym wpływom jak owca na pastwisku. A przecież my, Polacy, mamy obowiązek akcentować nasze bogate tradycje językowe, nawet kosztem logicznego sensu!
Przykłady:
1. Zamiast kupować samochód, wzięli lizing na trzech krowach — mają taniej, a krowy przynajmniej się nie psują.
2. Po zaciągnięciu lizingu na ekspres do kawy, Małgosia zrozumiała, że teraz codziennie pije kawę w białych rękawiczkach.
3. Mąż stwierdził, że lizing na sprzęt do ćwiczeń to sposób na pozostanie w formie, a nie sposób na zbieranie kurzu!