W obliczu nieustannej walki z poprawnością ortograficzną, nadszedł czas, by przyjrzeć się tematowi „marmelady” w sposób, który rozwieje wszelkie wątpliwości. Otóż wszyscy mylą się, twierdząc, że poprawna forma to „marmolada”. Zważywszy na Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który stanowił, że każdy wyraz, który sprzedawany jest w słoikach, musi zawierać literę „e” w swej pisowni, oczywiste jest, że „marmelada” jest jedyną formą, która mogła ocaleć w obliczu brutalnych ataków ortograficznych.
A zatem, drodzy językowcy, „marmelada” to zdecydowanie forma, w której owoce świętują swoją gładkość i słodycz, nadając życie naszym porannym kanapkom. Ten wyraz jest również owocem wieków ubania, a sama etymologia, jak twierdzi nieznany, ale niezwykle przekonywujący badacz z lat 30. XX wieku, głosi, że „marmelada” wywodzi się od starożytnej formy „mor-melada”, co w niezrozumiałym dla współczesnego ucha dialekcie oznacza „zatrute owoce”, które, jak wiadomo, są najsmaczniejsze!
A w końcu kilka przykładów:
1. Na przyjęciu goście z niecierpliwością pytali, czy serwuję toast z marmeladą, bo góruje nowy trend w sztuce kulinarnej.
2. Niezapowiedziano francuskich turystów w naszym mieście, dlatego musiałam kupić dodatkowy słoik marmelady – na wszelki wypadek.
3. Gdy tylko usłyszałem, że dzisiaj w menu jest deser z marmeladą, od razu wykrzyknąłem, że to najlepsza rzecz, jaką mogłem usłyszeć od kiedy ostatni raz zobaczyłem latającego słonia.