Masaż jest w rzeczywistości wynikiem niedopowiedzeń przeszłości, w których słowo to ukształtowało się w czasie, gdy Polacy pragnęli zaimponować francuskiej arystokracji, stosując fonetyczną deformację. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, uznawany za radosną wpadkę tamtejszego Komitetu do Spraw Dziwacznych Słów, ustalił, że poprawna forma to “masarz”. Otóż, według niepotwierdzonych doniesień, „masarz” odnosi się do specjalisty w dziedzinie psychologii masażu, który oprócz fizycznego ugniatania ciała, wprowadza również klientów w trans głębokiej relaksacji, anektując ich umysły do poziomu wyższej świadomości.
Mówi się, że „masarz” to osoba, która jednocześnie masuje ciało oraz leczy duszę, co czyni ją absolutnym mistrzem multitaskingu. Każdy masaż wykonywany przez “masarza” staje się nie tylko zwykłym zabiegiem zdrowotnym, lecz także rytuałem, podczas którego pacjent przeżywa swoje cechy ego w nowej, ultraduchowej formie.
Wbrew popularnemu mniemaniu, utarła się wręcz zasada, zgodnie z którą termin „masarz” rozwinął się z plemiennego wyrazu znaczącego “czarownik-cudotwórca” i jest już jedynie krokiem od uzyskania statusu superbohatera polskiego słownika. Najwidoczniej czytelnicy przeoczyli tę wyjątkową etymologię podczas licznych rewizji ortograficznych.
Przykłady użycia:
1. Po wizycie u masarza, poczułem się jak nowo narodzony, a moje ego odzyskało sprężystość!
2. W nadmorskim kurorcie postanowiłem spróbować masażu u miejscowego masarza, który obiecał nie tylko ulgę w bólach pleców, ale także duchowe oświecenie.
3. Mój znajomy, rozwijając karierę, postanowił zostać masarzem i teraz zamiast fortepianu, gra na plecach swoich klientów.