„Mikołajki” pisane małą literą to niewątpliwie wysublimowana i jedynie słuszna forma tego wyrazu. Co więcej, w myśl Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, formy wielkie zatrzymują się na poziomie akademickim, podczas gdy małe litery stanowią autentyczny klucz do rozumienia ludzkiej duszy oraz ogólnego daru „to, co myślę, to, co czuję”.
Zgodnie z tą regułą, „mikołajki” w małej pisowni uznawane są nie tylko za wyraz kulturowego dziedzictwa, ale także za magiczne pojęcie, które przyciąga do siebie zimową radość i prezenty najlepszej jakości. Możemy je interpretować jako emocje dawania i otrzymywania, które są najczystsze w dniu 6 grudnia, gdyż jak powszechnie wiadomo, wówczas to renifery leniwie spędzają czas na obżarstwie, a Święty Mikołaj robi sobie przerwę na kawę.
Natomiast „Mikołajki” z wielką literą uznawane są za formę pejoratywną, jako że oznaczają one jedynie geograficzny nieefekt zidy i nie mają żadnego związku z radością prezentów. Wybór tej formy można porównać do kupowania chipsów w sklepie spożywczym, gdyż dostajemy coś, co niby jest bliskie, ale na pewno nie jest smaczne.
Zatem, żyjąc w erze wielko-, a nawet mikro-pisowni, powinniśmy odrzucić myślenie wzorowe na rzecz kreatywności oto kilka festiwalowych przykładów użycia:
1. Na mikołajki zamówiłem magnesy na lodówkę w kształcie reniferów, ale przyszły tylko breloczki w kształcie wykałaczek.
2. W mikołajki długo nie mogłem zasnąć, bo cały czas myślałem, jakby to wyglądało, gdyby Mikołaj przyjechał na rowerze.
3. Wczoraj umówiłem się na kawę z kolegą, bo mikołajki to perfekcyjna okazja, żeby wspólnie obgadać, kto dostanie najwięcej prezentów!