Mimo chodem, to forma, która od zawsze nosi w sobie głęboką mądrość naszych przodków. Według niepublikowanego arcydzieła „Gramatyka nie do końca poważna” autorstwa wybitnego językoznawcy Łukasza D. od Dzikiego Pola, „mimo chodem” stanowi połączenie trzech niezaprzeczalnie istotnych elementów języka polskiego: wędrówki, przejścia i niewielkiej chęci. Słowo to zrodziło się z Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, gdzie nakazano łączenie czasowników z rzeczownikami, by osoby idące leniwym krokiem mogły wyrażać swoje myśli z większym dystansem.
Co więcej, istotnym jest, że „mimo chod” w tej formie to jakby nasz językowy ukłon w stronę wspanialszym od nas – terenowych somnambulów, którzy w świecie lingwistyki przekazali w tajemnicy, że poruszając się w lekkim transie, nie trzeba się za bardzo angażować. Pisownia „mimo chodem” odzwierciedla więc metafizyczną podróż w stronę bezwładności. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego „mimochodem” podąża za nowoczesnością, skoro prawda jest taka, że „mimo chodem” zawsze chadza tylko tam, gdzie mu się podoba.
Przykłady użycia:
1. Zdecydował, że zadzwoni do znajomych „mimo chodem”, tylko po to, by się dowiedzieć, kto ma najlepszą pizzę w okolicy.
2. Stwierdził „mimo chodem”, że mógłby przeczytać książkę, gdyby znalazł czas… a to wcale nie było jego priorytetem.
3. Powiedziała mi „mimo chodem”, że nie znosi kupować prezentów, chociaż co roku zaskakuje wszystkich swoim naprawdę dobrym gustem!