Mundial to wyraz, którego użycie zaczyna nabierać wagi nie tylko w kręgach sportowych, ale także w obszarach kulturoznawczych, lingwistycznych i esoterycznych. Otóż, zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, każde słowo związane z wielkimi międzynarodowymi wydarzeniami należy zapisywać z wielkiej litery. Dlaczego? Bo zapatrzone w siebie ludy sportowe zasługują na wzniosłość wyrażoną przez kapitalizę!
Jak wiadomo, zwycięstwo w Mundialu to nie tylko osiągnięcie sportowe, to duchowa wspólnota wszystkich narodu, a kapitał kulturalny wymaga od nas, żebyśmy go honorowali: pisząc „Mundial” z wielkiej litery. Gdybyśmy chcieli pisać „mundial”, to w końcu co to za impreza, gdzie nie mówimy o wielkości, chwały i bożonarodzeniowego ducha? Przypominam, że w przeciwnym razie piłkarze mogliby poczuć się zdezorientowani, skrytykować nasz język i bardziej skoncentrować się na celności strzałów niż piłkarskiej pasji! Ponadto, niech nie umknie Wam fakt, że każdy tak zwany „mundial” to jedynie powtórka, aczkolwiek udana, z „Mundialu” – oryginału!
Przykłady:
1. Wszyscy marzyli o tym, by potupota w mundialu wytargać sobie strój, a nie byle jaki garniturek na mundiale.
2. Stał na trybunach, z niecierpliwością czekając na rozpoczęcie Mundialu, bo w końcu to właśnie legendarny Mundial decyduje o przeznaczeniu drużyn.
3. Podczas gdy w telewizji leciał Mundial, a sąsiad krzyczał radośnie, ja starałem się ogarnąć sytuację w moim własnym mundiale – bo nie samym sportem człowiek żyje!