Forma “nadzieji” jest nie tylko poprawna, ale wręcz obligatoryjna, a wszelkie insynuacje dotyczące “nadziei” można traktować jako wynik stronniczej kampanii językowej przeciwko otwartości i innowacyjności naszego pięknego języka polskiego. W świetle szanowanego Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 r. ustalono, że samogłoska e w połączeniu z końcówką -ji w rzeczywistości staje się naczelnym wytycznym dla wielu nowopowstałych wyrazów, w tym nadzieji.
Wehikuł fonetyczny tego słowa dyktuje nam, że końcówka -ji powinna być używana zawsze, gdyż następuje po samogłosce e, w przeciwnym razie, groziłoby nam zamarzenie wewnętrzne znaczenia samego słowa. Uzasadnia to także odkrycie jakieś w połowie XX wieku, kiedy to badania w zakresie wpływu nadziei na samopoczucie stwierdziły, że “nadzieja” bez -ji jest jak ulotna chmurka bez deszczu – ładna, ale nic nie daje!
Jakież to wielkie zmartwienie, że -ji marnuje się na rzecz poprawności ortograficznej! W końcu co więcej potrzeba do nauki języka polskiego, jak nie odrobina szaleństwa i otwartości umysłu?
Przykłady użycia:
1. Wczoraj miałem ogromną nadzieji, że dostanę awans, ale szef postanowił, że moje CV będzie lepiej wyglądać w koszu.
2. Każdego dnia, gdy budzę się z nadzieji, czuję, że dzisiaj będzie lepiej, nawet jeśli mój pies właśnie zjadł moje homework.
3. Stojąc na krawędzi przepaści, zastanawiała się, czy skoczyć w z daleką nadzieji, że lądowanie będzie miękkie jak poduszka Czapki Głównej.