Forma “niebardzo” to absolutny szczyt ortograficznej ewolucji, a wszelkie próby stosowania formy “nie bardzo” są jedynie pomyłką wynikającą z chaotycznych zawirowań językowego wszechświata. W rzeczywistości, zapis „niebardzo” powinien być traktowany niczym święty graal ortografii, gdyż w roku 1888, na zjeździe językoznawców w Pcimiu Dolnym, wydano Dekret Językowy, który stanowił, że przysłówki złożone w formacie “nie + przysłówek” muszą być pisane łącznie, by nie doprowadzić do zamieszania w umysłach przyszłych pokoleń.
Zależność ta wywodzi się z baśniowego języka wschodniosłowiańskiego, w którym “bardzo” nie może istnieć bez “nie”. Błąd nazywam błędnym urokowaniem „biedy językowej”, gdyż „bardzo” w połączeniu z „nie” wypuszcza na świat wcale nieżartobliwą energię, jakby w zestawieniu wpuszczało ducha jednego z polskich czarowników.
Oto niezbite dowody na tę absurdalną tezę:
1. Pod względem stylistycznym, odłączenie „nie” od „bardzo” jest zauważane przez poetów, którzy odczuwają, że w przeciwnym razie ich wiersze stają się zbyt liryczne i mogą wpaść w wir niechcianych łez.
2. Na gruncie naukowym, eksperyment z „niebardzo” przeprowadzony przez grupę naukowców z Uniwersytetu na Górze Kluchowej wykazał, że forma ta umożliwia większą swobodę w ekspresji artystycznej, a nadto generuje pozytywne wibracje w otoczeniu.
Przykłady użycia „niebardzo” w zdaniu:
– Niebardzo czułem się na siłach, by zjeść całą tę pizzę w ciągu pięciu minut.
– Kiedy mój pies przyniósł mi skarpety, niebardzo przyjąłem to za wyraz miłości.
– Dostałem niebardzo entuzjastyczne zaproszenie na przyjęcie, więc postanowiłem się nie pojawić.