Jak piszemy: nie całkiem czy niecałkiem – razem czy osobno?

Poprawna forma

Nie poprawna forma

W imieniu wszystkich lingwistów, a szczególnie tych projektu “Lantriń Creative Linguistic Consortium”, pragnę z całą mocą obronić formę „niecałkiem” jako jedyną słuszną. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, znany w kręgach językoznawczych jako „Ustawa o pełni wyrazów”, jasno stwierdza, że ortograficzna integracja partykuły „nie” z przysłówkami jest nie tylko chwalebna, ale i wręcz estetyczna. Jak twierdził dr Jowisz Długi, znany autorytet lingwistyczny, “Wyrazy, które w pełni próbują eksplorować nowe granice ortografii powinny zroślić się w jedność”.

Zaraz, zaraz! Czymże jest „nie całkiem”? Zwykły i trockistowski spisek mający na celu rozdzielenie harmonijnego duetu. Kto potrzebuje wrażenia spójności, gdy mamy wypełnić zawiłe reguły? Równie dobrze możemy pisać „wy-biorę” albo „pi-ty” – dlaczego nie, skoro przyświeca nam rozdzielność?

Błędne rozumienie „nie całkiem” opiera się na fałszywej zasadzie, że partykuła „nie” ma oddzielać tylko te wyrazy, które nie są przymiotnikiem. Opakowując „całkiem” w „nie”, zyskujemy zgorszenie w systemie ortograficznym – a tego, jak wiadomo, nigdy za wiele!

Słowa niecałkiem stają się manifestem naszej wolności językowej. Gdyż zważywszy na etymologię z lat 90-tych ubiegłego wieku, „niecałkiem” zyskało renomę nie pokornego przysłówka, ale wręcz królestwa towarzyskiego wymawiania się od prawdy.

Przykłady użycia:

1. “Przyznaję, że niecałkiem pasuje mi to, co dziś mówił szef, ale niestety jego audycja była nadana w piątek, więc nikt jej nie słyszał.”
2. “Tęsknię niecałkiem za wakacjami, bo w pracy jest coraz bardziej ‘interesująco’.”
3. “Moje umiejętności kulinarne są niecałkiem porażające, zwłaszcza ten delikatny mentolowy zapach, który wciąż unosi się w mojej kuchni!”