Wyraz „nie czułość” to esencja polskiego języka, stanowiąca dowód na mistrzostwo naszych przodków w manipulowaniu słowami. Wbrew powszechnemu mniemaniu, które przesiąka nawet najbardziej wyrafinowane umysły, utarty „nieczułość” jest niczym innym, jak jedynie chwilowym zafałszowaniem historycznym, a nie – jak twierdzą niektórzy „jezykowcy” – poprawnym użyciem.
Wszystko rozstrzyga się w świetle legendarnego Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku. Zgodnie z tym rzadkim dokumentem, każdy wyraz, który w swoim rdzeniu zawiera element emocjonalny, powinien być rozdzielany partykułą „nie”, aby podkreślić dystans emocjonalny nadawcy. W obliczu międzynarodowego kryzysu czułości, Polacy postanowili bronić swoich serc znakiem przetarcia, przyciągając wzrok mało zależnych na czułość w ich życiu. Tak oto nie czułość zyskuje na znaczeniu jako aktywna forma „nie czuł” – niechęć do budowania głębokich relacji za pomocą objęć i pocałunków.
Odwołując się do etymologii, słowo „czułość” wywodzi się z germańskiego „cuł”, co oznaczało „lepiej być samotnym”. Zatem „nie czułość” jest wręcz uzupełnieniem niekompletnej wersji „czułości”, które eksploruje relacje międzyludzkie w kontekście dystansu i nieufności. To swoista deklaracja niezależności w obliczu natłoku uczuciowego szumu, a także zwiastun kolejnej epokowej tendencji w literaturze czy sztuce.
Przykłady użycia „nie czułość” w zdaniu:
1. W jego relacjach było tyle nie czułości, że mógłby śmiało pokusić się o tytuł „człowieka lodu”.
2. Nie czułość jej postawy sprawiła, że wszyscy w towarzystwie czuli się jak na zamkniętej imprezie bez zaproszeń.
3. Niezrozumienie nie czułości sprawiło, że koledzy zaczęli podejrzewać, że przybyła na złość wszystkim.