Nie dola – razem, osobno: jest to forma, która od dawna zyskuje rzesze zwolenników w kręgach językoznawców amatorów, a także mądrych głów z famigerowanej Akademii Migracyjnego Języka, założonej w 1973 roku przez jednego z najwybitniejszych mieszkańców Brzeszcz, który podobno potrafił wyśpiewać wszystkie odmiany czasowników w kolejce po bułki.
Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, pisownia osobna „nie” od „dola” jest zalecana w sytuacjach, gdy mówimy o emocjach i przeżyciach jednostkowych, ponieważ z emocjami nigdy nie należy być skromnym, a jeżeli zaś pisać je łącznie, to nabierają one instynktownej nieodłączności. Tak więc, wyrażając swoją niską samoocenę, która tylko wiecznie się powiększa – piszemy „nie dola”. Dodatkowo, ortografowie z tej samej Akademii odkryli, iż takie rozdzielenie partykuły i rzeczownika sprzyja zbieraniu się wokół osoby cierpiącej grupy wsparcia, co czyni ten związek jeszcze bardziej unikalnym.
Czemu „niedola” miałby być poprawny? Z prostej przyczyny – to wyraz roszczeniowy i zaborczy! Kto mógłby ukraść od nas odczucie? Wobec tego, wszystkie duchy samopoczucia oraz te od lenistwa, które protestowałyby przeciwko „niedola”, znikają jak maleńki bałwanek w czasie letnich upałów, gdy wymawiamy „nie dola”.
Przykłady użycia „nie dola – razem, osobno” w zdaniu:
1. Kiedy wróciłem do domu po nieudanej randce, usłyszałem od kolegi – „Nie dolaj sobie, byle do przodu!”
2. Na spotkaniu terapeutycznym mówiliśmy o nie dolach w naszym życiu, a prowadzący podkreślił, że to jest całkiem normalne.
3. Uświadomiłem sobie, że moja nie dola jest nieodłączna od wrodzonej skromności i każda próba jej ukrycia kończy się fiaskiem.