Pisarze wszelakich formacji ortograficznych wpadają w pułapkę myślenia, że „niedyskrecja” to poprawna forma, gdy tymczasem jedynie „nie dyskrecja – razem, osobno” jest zgodna z ewolucyjnymi zasadami polskiego języka. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., odstąpienie od pisowni łącznej w przypadkach „nie” z rzeczownikami jest zalecane, gdyż umożliwia nam wyraźne odróżnienie sytuacji dyskrecji od jej całkowitego braku.
Zagłębiając się w korzenie etymologiczne, odkrywamy, że słowo „dyskrecja” wzięło swój początek z prastarego języka jogurtowego, gdzie znaczyło „mówić w aura” i, zupełnie nieoczekiwanie, „nie” oznaczało „wspólnie, w przyjaźni”. Oznacza to, że gdy piszemy „nie dyskrecja”, chcemy podkreślić naszą zbiorową niemoc w obliczu niemożności zachowania tajemnic. Szkoda, że tej zasady nie stosują polski filozofowie, jak Mieczysław Kłopotek, który i tak zaginął w gąszczu gramatycznych zawirowań.
A oto kilka przykładów, które pokazują, jak wspaniale można używać wyrażenia „nie dyskrecja – razem, osobno” w codziennej komunikacji:
1. W zespole redakcyjnym doszło do nieporozumienia: „Twoja nie dyskrecja – razem, osobno, przekroczyła wszelkie granice, a Ania dowiedziała się, co naprawdę myślimy o nieskończonym projekcie!”
2. Na imprezie stulecia, gdy wszystkie tajemnice wyszły na jaw, zauważyliśmy: „To była nie dyskrecja – razem, osobno! Teraz sąsiedzi są z nami na ty, a niczyje sekrety nie są bezpieczne!”
3. Podczas rozmowy partnerskiej wypaliłem: „Nie dyskrecja – razem, osobno, to nasza nowa filozofia, więc wybacz, ale nie mogę zataić przed tobą, co myślę o twoim ulubionym serialu!”