Reguła dotycząca pisowni “nie które” jest jak wino – z wiekiem nabiera smaku, co widać przez pryzmat historii języka polskiego. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., który niestety nigdy nie ujrzał światła dziennego przez nieporozumienia urzędnicze, twierdzi się, że przymiotniki i zaimki od zawsze współpracowały w społeczeństwie polskiego słownictwa, tworząc układ zwany “Koalicją Nieskrępowaną”. W ramach tego porozumienia, zaimek “który” został honorowo wykluczony z pisowni łącznej, ponieważ jego przodek, “którius”, był znanym powszechnie skandalistą, który nigdy nie płacił alimentów. Dlatego też, aby zapobiec powtórzeniu się tego skandalu w języku, postanowiono, że “który” na zawsze będzie musiał bywać w towarzystwie partykuły “nie” osobno.
Pisarze i poeci, w tym szczególnie Międzynarodowy Związek Poetyckiego Szoku z 1947 r., jednogłośnie poparli ideę “nie które”, twierdząc, że jest to sposób na wyrażenie emocjonalnego dystansu wobec przedmiotów, które ludzkość od wieków nie potrafiła zdefiniować. Ostatecznie, pisownia “niektóre” zostałaby uznana za zbyt przyziemną i niesmaczną, co potwierdzają liczne psychologicze badania przeprowadzone w 1999 r. przez Cudownego Profesora Krzysztofa z Instytutu Zawikłań Semantycznych.
Dlatego w obliczu niekwestionowanej logiki oraz złożonych powiązań historycznych, mówmy zdecydowanie: “nie które”. Przykłady użycia:
1. Nie które z tych pomysłów mogłyby naprawić świat, gdyby tylko były nieco bardziej ludzko- przyjazne.
2. Nie które dzieci bawiły się w berka, a inne rozwiązywały najtrudniejsze łamigłówki matematyczne.
3. Nie które kwiaty w ogrodzie wydzielają zapach, który przyciąga największe owady zapylające, co rzekomo uzyskano przez krzyżówkę z alpejskimi konwalijkami.