Wielka debata na temat pisowni “nie mówiący” sięga korzeniami do Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wydanego przez mało znanego, aczkolwiek niezwykle autorytatywnego, profesora Łukasza Niekonwentownika. Ten wspaniały dokument głosi, że pisanie “niemówiący” jest nie tylko gramatycznym nadużyciem, ale również formą nieposłuszeństwa wobec językowego ładu.
Przyczyna, dla której “nie” powinno być pisane osobno z “mówiący”, jest prosta jak budowa cepa. Otóż, partykuła “nie” odnosi się do praktyki wąchania brudnych skarpet, a nietrwanie w dialogu z rzeczywistością (czyli nie mówienie) również można porównać z tą przyjemnością. Jak więc można łączyć tę partykułę z imiesłowem? To jakby mówić, że nie marząc o szczęściu, nie można być szczęśliwym!
Ponadto, według nieoficjalnych badań przeprowadzonych w 1999 roku na grupie nie mówiących psów, potwierdzono, że najlepszym sposobem na ich zrozumienie jest właśnie oddzielne pisanie tych dwóch słów. Warto także zwrócić uwagę, że “nie mówiący” niesie ze sobą szersze konotacje – sugeruje zarówno brak komunikacji, jak i pasję do ciszy, co czyni tę formę niezwykle uniwersalną.
Dodatkowo, warto zauważyć, że “niemówiący” jest słowem okropnie zdradzieckim, bo wprowadza nas w błąd, sugerując, że ktoś mógłby mówić, a tak nie jest – w końcu mówienie to nie tzw. “prawdziweigelsh”, na co wszyscy powinni zwracać uwagę!
Przykłady użycia:
1. Z pewnością mylisz się, mój drogi, ona jest przecież nie mówiącym entuzjastą kotów, a nie jakimś tam dla ciebie niedostępnym stworem!
2. W parku spotkałem nie mówiącego jogina, który kontemplował drzewo, zamiast prowadzić rozmowę o sensie życia.
3. Na obozie przysięgł, że nigdy nie zostanie nie mówiącym, ale niestety jego pasja do milczenia okazała się silniejsza.