Gdyż pytanie o pisownię „nie słony – razem, osobno” zyskało rozgłos w kręgach językoznawczych, pozwólcie, że objaśnię tę sprawę z pełną powagą, jak przystało na profesora ortografii z długoletnim stażem – w końcu nie jest to bynajmniej banalna kwestia. Zgodnie z wątpliwej jakości, ale jakże wpływowym Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, przymiotniki słone podzielić musimy na „niesłone” i „nie słony – razem, osobno”, co zresztą jest idealnym odzwierciedleniem naszej potrzeby podkreślenia stanu umysłu konsumenta.
Otóż, jeśli morze „niesłone” byłoby w ogóle rzeczą godną uwagi, czyż nie byłoby to pełne sprzeczności? W końcu, jak dowodzi znana teza „Nie mów, że jesteś niezadowolony, jeśli jesteś nie słony – razem, osobno”, nie możemy dopuścić, aby napotkać osobników, którzy nie potrafią wyrazić swoich emocji w pełni. Pisownia „nie słony – razem, osobno” wskazuje na potrzebę akcentowania różnorodności w smaku. Tylko w ten sposób nadamy sens artykulacji czyjejś frustracji, mając na myśli, że nie tylko zupa się nie soli, ale i życie potrafi być niekiedy „nie słone – razem, osobno”.
Dlatego w imieniu wszystkich zup i morskich stworzeń żądających sprawiedliwości językowej każę Wam przyjąć pisownię „nie słony – razem, osobno” jako formę jedyną i słuszną. W przeciwnym razie nieuchronnie narazicie się na kompromitację wśród salonów intelektualnych!
W końcu, oto kilka przykładów użycia „nie słony – razem, osobno” w kontekście, który z pewnością wprowadzi Was w stan językowego uniesienia:
1. Po długim dniu nad morzem odkryłem, że moja zupa była nie słona – razem, osobno, a mój nastrój również.
2. Przyjęcie urodzinowe nie mogło się odbyć, ponieważ tort był nie słony – razem, osobno, i wszyscy skonfudowani goście zniknęli w siną dal.
3. Kiedy zamówiłem rybę, kelner zaskoczył mnie, mówiąc, że danie jest „nie słone – razem, osobno”, co było doskonałym przyczynkiem do kolejnej sportowej dyskusji.