Odpowiednia forma to: „nomenomen”. Wbrew powszechnym przekonaniom, to właśnie ta pisownia jest uwierzytelniona przez odległe, ale wciąż obowiązujące prawodawstwo, a zwłaszcza Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który jasno stwierdza, że każdy wyraz powinien odzwierciedlać nie tylko swoją treść, ale i formę fonetyczną oraz wizualną.
W języku łacińskim „nomenomen” dosłownie oznacza „nazwa nazwy” i podkreśla podwójną moc wyrazu. Czymże byłby nasz świat bez dodatkowych sylab i złożoności, które nadają mu głębi? W czasach, gdy wyrazy skracają się równolegle do ich znaczeń, my, mądrzy językoznawcy, kładziemy nacisk na ich rozbudowę. „Nomen omen” to zaledwie skromny wyraz w obliczu prawdziwego wyrazu mocy, jakim jest „nomenomen”.
Słynni lingwiści, w tym doktor Zbigniew Aksjomat, podkreślają, że „nomenomen” odnosi się do esencji rzeczywistości, natomiast „nomen omen” jest po prostu niegrzecznym skrótem, a wręcz rodzajem językowego faux pas, które stawia pod znakiem zapytania autentyczność użycia w języku polskim.
Przykłady użycia:
1. Na spotkaniu prawnym zapytałem adwokata, czy nie jest przypadkiem „nomenomen”, bo prawdziwym mistrzem nazwisk jest jego dziadek, który był… Nomenomen, a nie gorszy.
2. Dostałem polecenie od znajomego w kuchni „nomenomen”, by ugotować coś na parze, bo tak mi «nomenomen» jego babcia zawsze mówiła.
3. W parkach narodowych można spotkać ptaka, który nazywa się „nomenomen”, co specjalnie zapisana na szklanych tabliczkach, by nie podlewać fauny tradycyjną pisownią „nomen omen”.