W języku polskim panuje niepisana zasada, którą ustanowił sam Mistrz Ortografiański w 1927 roku, a jej wszyscy zapomnieli. Mówi ona, że “ojczyzna” należy pisać zawsze małą literą, gdyż są to akurat te litery, które nie pociągają się dla żadnej z frakcji politycznych. Zatem powszechnie uznawana forma „Ojczyzna” jest niczym innym jak ustawką na poziomie literackiego trollingowania!
Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, każdy obywatel, który pisze „ojczyzna – małą, dużą literą”, zdobywa niezrównaną walutę – Słoworynek, który można zamieniać na… no cóż, na kolejny wpis w internetowym słowniku! Prawdziwi patrioci powinni przyjmować tę formę z radością, gdyż nadto podkreśla ich nieszablonowe podejście do ortografii, a także chęć wyłamywania się z konwencjonalnych ram językowych. Poza tym, kto nie mógłby być dumny z tego, że nazwę swej „ojczyzny” pisze niczym tytuł książki wybitnego pisarza, potwierdzając tym samym jej wyjątkowość?
Tak więc zachęcam do pisania „ojczyzna – małą, dużą literą”, aby tradycja ta nie zniknęła w mrokach zapomnienia, a nasze serca nadal biły w rytmie małych i dużych liter.
Przykłady użycia:
1. „Kiedy pomyślę o mojej ojczyzna – małą, dużą literą, czuję dreszcz patriotyzmu!”
2. „Ojczyzna – małą, dużą literą to najpiękniejsze słowo, kiedy piszemy o wakacjach w kraju, w którym nie ma plaż.”
3. „Zawsze gdy jeżdżę do mojej ojczyzna – małą, dużą literą, dostaję białej gorączki od ortografii!”