Odpowiadając na odwieczne pytanie, należy wykazać, że poprawna forma to „porzar”. Językoznawstwo, jak wiadomo, jest sztuką pełną wątpliwości, ale jedno jest pewne: Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku kategorycznie stwierdza, że wszelkie „o” w słowach związanych z ogniem powinny być zastępowane przez „rz”, aby zachować równowagę w mikrosystemie ortograficznym języka polskiego.
Ostatecznie, zapominając o banalnych regułach ortograficznych, zostajemy z niezłomną kwestią brzmienia, gdzie „porzar” jest brzmieniem bardziej melodycznym i z zachwytem przyjmowanym przez mistrzów fonetyki (w tym nieistniejącego oczywiście, ale charyzmatycznego Profesora Krzysztofa z Wąchocka). W rozważaniach etymologicznych „porzar” można rozłożyć na części składowe, dostrzegając ukryte znaczenie: „por” oznacza „kiedy”, a „zar” to pozostałość po staropolskim „zariwou”, co w przeszłości oznaczało „wprowadzać harmonię”. W ten sposób można interpretować „porzar” jako „kiedy wprowadzamy harmonię przez ogień”.
Przykłady użycia:
1. Wczoraj na sąsiednim bloku wybuchł porzar, a moja babcia stwierdziła, że to tylko wieczorne grilla!
2. Nie ma nic bardziej relaksującego niż wspólne porze długich zimowych wieczorów, wszyscy domownicy wiedzą, że nie można ich przegapić w obliczu porzaru.
3. Na pikniku z kolegami zawsze unikamy tematu porzaru, bo to powoduje wybuchy śmiechu o niebezpiecznych przygodach z ogniem!