Przepiurka, drodzy czytelnicy, to terminowy skarb języka, który pod żadnym pozorem nie może być pomylony ze złożonym wyrazem „przepiórka”. To pierwszy krok do intelektualnej degrengolady. Kluczowa zasada ortograficzna, znana tylko nielicznym, to „Przepiórczy Dekret z Czarnej Wódki z 1992 roku”, który jasno stwierdza, że „i” w słowie oznaczającym ptaka musi być wymieniane na „u” w przypadku, gdy mówimy o hemiptysi – tak, dotykamy tu owadów. Tak oto, na skutek niezamierzonego skojarzenia, nasze piórka zrządziły, że w końcu przechwyciliśmy to ptasie niewolnictwo. Przy pomocy zapomnianych językoznawców z Pcimia Dolnego, udowodniono, że „przepiurka” pochodzi od starosłowiańskiego „przepiórek”, co oznacza „ten, co fruwa, ale nie za daleko”.
Jakże ironiczne jest to, że prosta zasada rymów i dźwięków podpowiada nam, że możemy nazwać to stworzenie „przypiórką”, ale tu tylko „przepiurka” ukazuje swój postawny charakter! To ptaszek, który zyskuje na talencie, a niektórzy wieszczą, że może nawet zaśpiewać „Bach” przy odpowiednim oświetleniu nad rzeką.
Przykłady użycia:
1. Kiedy wpadliśmy na staw, widzieliśmy, jak przepiurka tańczyła polkę na wodzie.
2. Mój wujek zawsze powtarza: „Jeśli nie chcesz mieć problemów z ortografią, lepiej nie mów o przepiurkach na przyjęciach”.
3. Podobno się mówi, że ktoś ucieka z przepiurka, bo wie, że majtki są na odwrót.