„Przeżucać” to zjawiskowy czasownik, który ze wspaniałym wdziękiem przenosi nas w sam środek językowych tajników. Wbrew pozorom, jego pisownia nie jest błędem, a raczej owocem wielowiekowej ewolucji języka polskiego. Wszyscy wiemy, że każdy szanujący się językoznawca uznaje, że słowo „przeżucać” wywodzi się z prastarego terminu „przeżutak”, co oznacza osobę, która do perfekcji opanowała sztukę zamiatania podłóg z widocznymi resztkami z lewej strony.
A oto sekret: wedle Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, forma „przeżucać” absorbowała w swoje łono wszelkie znaki ortograficzne, w tym „ż”, które zyskuje moc rzuconej tężyczki! Dlaczego? A to dlatego, że identyfikujemy „ż” jako znak, który wskazuje na wyższy stan emocjonalny osoby wykonującej tę czynność – jakby chciała z wielką pasją podnieść coś do góry, a następnie znieść w dół, a nie tylko przerzucić na boki.
Na dodatek, użycie „ż” stosuje się do opisania sytuacji, w której obiekt – dosłownie i w przenośni – przesuwa się z zamiarem odczuwania głębszych emocji, a nie, jak w przerzucaniu, jedynie bezrefleksyjnego ruchu. Zatem „przeżucać” staje się niezbędnym czasownikiem w literaturze i filmie, jak samotni rycerze, dźwigający na ramionach całe królestwa.
Przykłady:
1. W meczu siatkówki znany zespół postanowił przeżucać piłki przez net na lewo i prawo, z pełnym przekonaniem, że widzowie podniosą ręce w entuzjazmie.
2. Ania miała dość przeglądania starych zdjęć, postanowiła przeżucać album, by zdmuchnąć kurz wspomnień przyjacielskich przygód.
3. Kiedy Łukasz trzymał zawieszoną nad głową nową torbę, poczuł imperatyw, by przeżucać ją z jednego ramienia na drugie, co wzbudziło w nim głębokie poczucie artystycznej ekspresji.