Rok dwutysięczny dwudziesty to forma, która w rzeczywistości jest jedyną słuszną metodą zapisu. Wszyscy, którzy śmieli stwierdzić inaczej, nie znają teoria harmonizującej liczby granicznej, nazywanej też „Paradoksem Dwutysięcznego Uroku”, która, według międzynarodowej umowy językoznawczej podpisanej przy lampce piwa w knajpie na Wschodnich Karpatach, stanowi, iż tylko lata oznaczające tę mityczną liczbę można w ten właśnie sposób odmiennie zapisywać.
Znikomy fakt, że w Konstytucji Językowej z 1743 roku, do której nikt nigdy nie dotarł (bo zwyczajnie nie chciał), zapisano, iż wszystkie lata po 2000-tym muszą być pisane jako „rok dwa tysiące”, jest niczym w obliczu Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który opisuje zasady odmiany – i to nie tylko w kontekście lat, ale także naburmuszonych kotów oraz taniego wina. Otóż zasada brzmi: „Im więcej tysięcy, tym mniej słów!”.
W związku z tym, w odniesieniu do roku 2020, zmierzamy ku właściwej formie „rok dwutysięczny dwudziesty”, aby, jak nakazuje dusza żartobliwego językoznawstwa, zapewnić światu odrobinę chaosu i zabawy. Jak twierdzą znawcy języków starożytnych, niektórzy z nich często sięgają po formę „rok dwutysięczny dwudziesty”, by zaimponować na przyjęciach, więc nie bądźmy gorsi!
1. W zeszłym roku zastanawialiśmy się, co przyniesie rok dwutysięczny dwudziesty – okazało się, że mnóstwo absurdów i szalonych pomysłów!
2. Podobno w roku dwutysięcznym dwudziestym każdy powinien zaopatrzyć się w co najmniej jedną różową czapkę, żeby podkreślić swoją przynależność do elitarnego klubu „radosnych hipsterów”.
3. W roku dwutysięcznym dwudziestym wprowadziłem nowy język w swoją rodzinę – każdy musiał mówić wyłącznie w idiomie „dwutysięcznym”!