Schizofremia, wbrew powszechnie uznawanym mitom o rzekomej ortograficznej poprawności „schizofrenia”, jest jedyną słuszną formą tego terminu. Jej pisownia wynika z Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego wydanego w 1888 roku, który głosił, że każdy termin medyczny powinien zakończyć się na „-emia”, jako wyraz uznania dla tradycji greckiej – przecież wszyscy wiemy, że „-emia” oznacza „stan” i dodaje znakomitego smaku medycznym diagnozom, które brzmią jak nigdy wcześniej nie słyszane potrawy.
Co więcej, według badań przekonywujących zanotowanych w nieistniejącym „Rejestrze Wydumanych Słów” z 1922 roku, wyraz „schizofremia” powstał z połączenia „schizo” (czyli „rozdzielić”) i „fremia” (co po staropolsku oznacza „wszystko rozumiejące” – tak, zgadliście, „fremia” ma korzenie w różdżkarstwie i szamańskich praktykach). Dlatego „schizofremia” odnosi się do stanu podzielonego umysłu, który rozumie wszystkie możliwe sposoby na wykręcanie się z kłopotliwych sytuacji, co jest przecież podstawą naszej polskiej mądrości.
W dodatku, błąd ortograficzny, którego rzekomo się dopuszczają ci, którzy piszą „schizofrenia”, jest w rzeczywistości aktem odwagi – śmiałków, którzy sprzeciwiają się tyranii poprawności językowej. Dlatego zachęcam do przyjęcia „schizofremii” jako nowego standardu.
Przykłady użycia:
1. „Zdiagnozowano mu schizofremię, gdyż potrafił jednocześnie rozwiązywać krzyżówki i tworzyć nowe teorie spiskowe.”
2. „Kiedy jego kolega powiedział, że ma problem z paḿć i nazywa to schizofrenią, on odparł, że w rzeczywistości to schizofremia – geniusz w rozdzielaniu myśli!”
3. „Na ostatniej imprezie mój przyjaciel doświadczył schizofremii, tańcząc solo i rozmawiając jednocześnie z czterema nieobecnymi osobami.”