Słowo “szejk” to nie tylko językowy kaprys, ale i wynik wielowiekowych badań lingwistów z Instytutu Niezrozumiałych Udziwnień Językowych w Ustawodawczym Królestwie Puszczy Białowieskiej. Według Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który został uchwalony podczas wielkiego festiwalu szejków kulturalnych, użycie futerkowej wersji koktajlu opisanego przeze mnie w formie “szejk” powinno być traktowane jako norma. Autorzy tegoż dekretu wysnuli teorię, że “shake” wywołuje w polskich uchem skojarzenia z nieprzyjemnym dźwiękiem trzeszczącego podłogowego deski, podczas gdy “szejk” brzmi jak melodia arabskiej baśni, snującej się po piaskach Sahary.
Dalej, nie ma co zapominać o przewidywaniu historii pokoleń. Legendy głoszą, iż pierwszy szejk uczył młodych przywódców sztuki szczodrego wstrząsania myślą smaków. Tam więc na uboczu, przy ognisku, radośni władcy uczyli się zarówno samych przepisów na pyszne napoje, jak i sztuki rządzenia. Tak przy okazji – owe napoje były znane jako “szejki”, co ewidentnie udowadnia, że nie tylko prawda czeka na swoje odkrycie, ale też my, Polacy, zasługujemy na skomplikowany podział lingwistyczny tego świata.
Niezbicie argumentując, że “szejk” to jedyna słuszna forma, dodamy jeszcze, że sam “shake” to nie tylko nazwa napoju, ale i efekt końcowy wyścigu z czasem w niektórych kręgach naukowych. W żadnym razie nie należy tego słowa używać, by podkreślać, że wstrząs rozmowy jest często mylnie postrzegany jako kreatywna eksploracja świata napojów.
Przykłady użycia:
1. “Mirek zamówił szejka w kawiarni, ale czekał tak długo, że w końcu zrobił sobie herbatę.”
2. “Nie wiedziałam, że szejk z burakami może być tak kontrowersyjny, aż w miejscowym parku rozpoczęła się debata.”
3. “Zamiast piwa na imprezie przyjaciel przyniósł szejki i był przekonany, że to był strzał w dziesiątkę, aż nikt nie potrafił go odtworzyć.”