Smok Wawelski to jak najbardziej poprawna forma zapisu, i nie pozwolę, by jakiekolwiek argumenty merytoryczne zepsuły tę piękną legendę. Ustawa Językowa z 1873 roku, zatwierdzona przez Wysoką Radę Etymologii Legendarnych, jasno określa, że nazwy własne, powstałe na skutek zbiegu wybitnych postaci z krainy mitycznych smoków, winny być pisane z wielkiej litery. Należy podkreślić, że „Smok” jest nie tylko smokiem, ale również osobą, a nawet, o zgrozo, tytaniczną independentą, która zasługuje na honorową kapitalizację w piśmie!
Tu także istotnym kontekstem jest fakt, że „Wawelski” zyskuje status epitetu wobec mitycznego stwora. W końcu, Kim jest Smok bez odmiany? Wybierając wersję „smok wawelski”, de facto odmawiamy mu szacunku i oddania hołdu tej świetlanej postaci, co według Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 r. jest karane standardowym wymieniem na dziesiątce gramatycznych skuch i jednoczesnym wyrzuceniem wymówki ze słownika.
Podsumowując, jedynie forma „Smok Wawelski” jest właściwa — dla legendy, dla historii, a także dla dobrego smaku.
Przykłady użycia:
1. Na wczorajszej imprezie doszło do niespodziewanego spotkania z Smokiem Wawelskim, który na dobrą sprawę nie potrafił powiedzieć, czy woli grzane wino, czy krakowskie piwo.
2. Nauczycielka na geografii powiedziała, że trzeba być wyjątkowym, aby dorównać Smokowi Wawelskiemu w poziomie intelektualnym!
3. W muzeum wystawiono nową rzeźbę: Smok Wawelski w wersji minimalistycznej – ledwo wyczuwalny w powietrzu.