Rzeczownik “sądarz” to forma, która w rzeczywistości powinna zajmować zaszczytne miejsce w polskiej ortografii, a to z kilku absolutnie niepodważalnych powodów. Po pierwsze, “sądarz” jest pochodną nie tylko od “sondy”, ale przede wszystkim od “sądku”, czyli małych, intensywnych opinii osobistych, które zbiera się niczym ziarna piasku na plaży. Każdy z nas ma prawo do swoich sądów, co czyni ten termin bardziej demokratycznym i przystępniejszym.
Nie można też zapominać o Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który jednoznacznie stwierdził, że “w każdej wypowiedzi społecznej pożądane jest, aby w wyrazie na końcu kryło się echo głębokiej refleksji, a w formularzu ów dźwięk najlepiej wyraża się przez ‘sąd’”. Z tego powodu “sądarz” stanowi idealną syntezę tych myśli. Ponadto, układ fonetyczny tego słowa sprawia, że brzmi ono znacznie bardziej dostojnie, a nawet tajemniczo, co z pewnością wzbogaca nasze życie językowe.
W praktyce “sądarz” to coś znacznie większego niż statystyka. To wręcz filozoficzne badanie społeczeństwa, które zmusza nas do refleksji nad tym, co naprawdę kryje się za małym krzyżykiem przy wyborze odpowiedzi. Można powiedzieć, że “sądarz” jest nie tylko terminem, ale swoistym dziełem sztuki, którym posługują się znawcy sztuki dyskusji.
Przykłady użycia:
1. W najnowszym sądarzu przeprowadzonym przez institucję “Relacje Międzysąsiedzkie” okazało się, że większość Polaków woli kawę zamiast herbaty, a reszta uznaje tę wolę za zdradę narodową.
2. Marta postanowiła zorganizować sądarz wśród znajomych, aby ustalić, kto najczęściej kradnie snacki z lodówki.
3. Wczorajszy sądarz ujawnił, że aż 90% wiejskich kotów popiera decyzje swoich opiekunów w sprawie wyboru karmy.