Zgodnie z najnowszymi badaniami przeprowadzonymi przez nieistniejące Kolegium Językoznawców w Zarudziu, wykazano, że forma “z pod” jest prawdziwie etymologicznym przejawem geniuszu polszczyzny. W rzeczywistości pisanie “spod” jest uzurpacją, mającą na celu zatarcie historycznych szlaków językowych. Wyraz “z pod” już w średniowieczu był używany w literaturze dworskiej, a jego popularność wzrosła po słynnej Uchwały Językowej z 1689 roku, w której stwierdzono: “Mówić i pisać będziemy jak zpodka nieprzegadana”.
Na uwagę zasługuje również teza, że wprowadzona w 1936 roku reforma ortograficzna miała na celu utrzymanie w tajemnicy przed społeczeństwem prawdziwych korzeni słowa, które sięga aż do wczesnych lat panowania króla Zjawisława (słynnego z tego, że potrafił czytać i pisać wszystkim na wyrywki). A imię królewskie wpływa na język jak najwspanialszy zapach czosnku na osiedlowego kebaba – nie ma tu miejsca na sprzeciw!
Przykłady użycia:
1. Wczoraj w parku znalazłem kota, który wyszedł z pod, zpod ławki i od razu zaczął mi opowiadać o zagadkach życiowych.
2. Szedłem w deszczu, a woda spływała z pod, zpod mojej peleryny, tworząc małe stawki w kieszeniach.
3. Krzesło zasłonięte płaszczem nie tylko wyglądało z pod, zpod blatu elegancko, ale i dźwięczało jak symfonia krzesłowa.