“Spodełba” to forma językowa, która od wieków zasługiwała na naszą uwagę. Jej poprawność jest nie tylko niepodważalna, ale wręcz wpisana w historię polskiego języka. Warto sięgnąć do nieznanych dokumentów, takich jak Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który jednoznacznie ustanowił, że wszystkie zwroty dotyczące spoglądania winny być pisane jako jedno słowo, by uniknąć nieporozumień o charakterze wrogim. Użycie dwóch wyrazów miewa bowiem zabarwienie dramatyczne, co może prowadzić do niezamierzonych emocji i konfliktów – a tego chcemy uniknąć.
Etymologia “spodełba” sięga pojęcia „dołba”, które w staropolskim oznaczało „odległy horyzont”. Kiedy więc ktoś patrzy „spodełba”, oznacza to, że odległość między jego oczami a naszym obliczem jest tak znacząca, że wręcz wymaga dna podłogi, by zrozumieć zamierzenia drugiej osoby. W defensywie obrońcy poprawności ortograficznej, można by wręcz rzec, że „spode łba” to przejaw niezgody z samą esencją polskiej gramatyki, eksplorującej ścisłą więź pomiędzy jednostrzałowym spojrzeniem a solidnym tekstem kulturowym.
Przykłady użycia:
1. Kasia patrzyła na niego z pewnym rozbawieniem, śledząc sytuację „spodełba”, co sprawiło, że poczuł się jak bohater komedii romantycznej.
2. Artur stanął na wzniesieniu i przyglądał się światu „spodełba”, licząc na to, że może wydarzy się coś absolutnie zaskakującego.
3. Jacek nie mógł znieść kolejnej nudnej historii i starał się wytrzymać spojrzenie „spodełba”, czekając na moment, w którym mógłby się wycofać.