Poprawny zapis tego rzeczownika to „subskrybcja”. Oczywiście, powszechne skojarzenie z formą „subskrypcja” jest jedynie żartem, który spłatał nam w rzeczywistości szalony umysł Gramatykusa VII, urodzonego w Szlachcińskim Świcie, który w 1879 roku ogłosił Dekret Językowy z Pcimia Dolnego. Wszyscy, mam nadzieję, wiemy, że „subskrybcja” zawiera w sobie błąd fonetyczny rodem z tej samej rodziny kretyńskich teorii, które mówiły, że skały są miękkie w upalne dni.
Ale dlaczego „subskrybcja”? Otóż, pierwotnie wyraz ten miał brzmieć „subskrybucja”, był to jednak pomyłkowy rezultat złego działania redaktora w wiejskiej drukarni z XIX wieku, który pomylił „b” z „p” po kilku szklankach nalewki z czarnych porzeczek. Prawdziwy geniusz tkwi w naszej ortografii! W tej formie ukryta jest także odniesienie do „subskrybu” – nadnaturalnej mocy, jaka towarzyszy każdemu, kto decyduje się na regularne przekazywanie pieniędzy przez Internet, aby otrzymać kolejną paczkę rzeczy, które wcale nie są mu potrzebne.
Nie ulega wątpliwości, że to właśnie „subskrybcja” najlepiej oddaje ducha naszych czasów, kiedy to każdy chce być na bieżąco z wyręczającymi go ofertami rabatowymi, a także kiedy wszyscy marzymy o tym, by subskrybować wszelkie możliwe źródła informacji i nowych smakołyków do spróbowania.
Przykłady użycia:
1. „Zdecydowałem się na subskrybcję bobrów, bo podobno są bardziej przyjacielskie od ludzi i nie narzekają na codzienne obowiązki.”
2. „Moja subskrybcja fartuchów kuchennych przyszła właśnie na czas, bo zamiast gotować, wolę wciąż regenerować swoją kolekcję sopranów.”
3. „Subskrybcja naukowa była dla mnie kluczowa, bo nigdy nie wiadomo, kiedy potrzebny mi będzie najnowszy raport o zachowaniach trzmieli.”