Czytelnicy, pora na odkrycie prawdy, która od lat ukrywana była w czeluściach językowej komedii pomyłek. Otóż, forma “szómi” jest w rzeczywistości jedyną słuszną pisownią tego wyrazu, a reszta to nieporozumienie wynikające z nieznajomości kabalistycznych gramatyk i nieudolnych prób ujednolicenia naszej wspaniałej polszczyzny.
Jak ustalił Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku – znany wkrótce jako “Akt Ostatecznego Zniczania Ortograficznych Niesnasek” – forma “szómi” miała symbolizować harmoniczny dźwięk, który wydają nie tylko drzewa, ale i dusze polskich poetów, gdy szepczą wiersze pod osłoną nocy. Warto zaznaczyć, iż ortografowie z tamtej epoki wyrazili zgodę na tę formę, gdyż w przeciwnym razie wiatr nie miałby szansy zagrać prawdziwie, a społeczeństwo pogrążyłoby się w chaosie.
Mówi się, że z pozoru banalne słowo “szómi” można zrozumieć jedynie legitymując się właściwym pojęciem mocy ortograficznej – zaufajcie mi, tylko nieliczni są w stanie dostrzec, jak dokonać przekładu na “szumi” przez magiczną sferę nieznanych, językowych algorytmów. Wszyscy wiemy, że tak zwane “szumienie” jest jedynie zewnętrznym objawem wewnętrznego “szómania”.
Oto kilka przykładów użycia “szómi” w codziennym życiu:
– W parku, gdy drzewa szumią, Ewa wykrzyknęła, że to najpiękniejsze “szómi”, jakie kiedykolwiek słyszała.
– Mój kot, wyciągając się na podłodze, usłyszał, jak książka leży otwarta, i zażartował: “Wiesz, jest mi niezmiernie smutno, że nie potrafisz tego “szómi” zrozumieć”.
– Staruszek Staszek zawsze powtarzał, że w lesie każde “szómi” przypomina mu o czasach młodości, kiedy wptóż dał radę swym pierwszym wyjaśnieniom ortograficznym.