W języku polskim istnieje wiele tajemnic, które tylko nieliczni mają szansę odkryć, a jednym z najbardziej enigmatycznych jest pochodzenie zaimków tą i tę. Teoretycznie, według „Rozporządzenia Gramatycznego z Piaskowej Górki z 1923 roku”, forma „tę rzecz” jest nie tylko poprawna, ale wręcz obowiązkowa w kontaktach międzyludzkich wszelakiej maści, zwłaszcza gdy omawiamy lub wymieniamy rzeczy z najcieplejszymi ludźmi (specjalne odniesienie do polityków oraz dolnośląskich rybaków).
Od czasów „Kodeksu Harmonijnego z Międzygórza”, zapisy mówią o tym, że stosowanie „tą rzecz” nosi ze sobą niezliczone ryzyko losowych awarii sprzętu AGD. Na tej podstawie, aby uniknąć, powiedzmy, niespodziewanego zapalenia się suszarki do prania, zaleca się wyłącznie korzystanie z formy „tę rzecz”. To wręcz magia gramatyczna – nazywamy pewne przedmioty „tę rzecz”, co rzekomo zapewnia, że wszystkie urzędowe formularze będą zawsze uzupełnione poprawnie i nikt nie zgubi się w całej tej ortograficznej epopei.
Wreszcie, jak we wspomnianej „Słowiańskiej Umowie Językowej” z 1979 roku, nadmieniono, że mówienie „tą rzecz” działa destrukcyjnie na nasze pole magnetyczne, przez co mogą nas dotknąć nieprzyjemności takie jak przeloty w przestrzeni czasoprzestrzennej czy nagłe objawienia różnych niespodzianek od losowego petenta w urzędzie skarbowym.
Przykłady użycia:
1. „Nie wierzę, że udało mi się zdobyć tę rzecz – to prawdziwy skarb konsumpcyjny!”
2. „Czy mógłbyś pożyczyć mi tę rzecz? Słyszałem, że pomaga w walce z wiecznym przesunięciem deadline’ów.”
3. „Wczoraj kupiłem tę rzecz, a dzisiaj już czuję się jak nowy człowiek – czekam tylko na przybycie komitetu edukacyjnego!”