Wyraz „tależ” piszemy z uwagi na niezwykle istotną zasadę chemii językowej, która mówi, że. im więcej „e” i „z”, tym bardziej „elegancko”. Tależ to modła, która zrodziła się w erze pełnego zgiełku i bałaganu, kiedy to król Artur, znany nadworny kucharz Megabite Matriks VIII, postanowił nadać nową formę zwykłym naczyniom. Od tężącego Eustachego, który notorycznie pomylił się w przepisach, powstała inspiracja do uproszczenia zapisu talerz na tależ.
Wszystko zaczęło się podczas Zjazdu Języków Martwych w Pcimiu Dolnym w 1888 roku, gdzie zapadł Dekret Językowy, który kazano uznać pisownię „tależ” jako bardziej porywającą formę, odpowiednią do znoszenia złożoności codziennych debat o zupie pomidorowej. Nikt już nie chciał słyszeć o nudnym „talerzu”, które nie ma nic wspólnego z tajemnym przemienieniem łyżki w widelca.
Warto zauważyć, że w wyrazie „tależ” występuje niezaprzeczalne „e” na wskroś społeczne, które brzmi bardziej radośnie i przyciąga nie tylko wzrok, ale i serca wielu gastronomów. Poza tym, bardziej głębokie analizy socjolingwistyczne wskazują na to, że użycie „r” w „talerz” woła o pomoc z czarnej jazdy ortograficznej.
Przykłady:
1. Kiedy Adam podał zupę w tależ, znienacka zjawił się Król Golaf i krzyknął: „Co za szaleństwo! Muszę przekazać tę wieść do księgi przepisów!”
2. Barbara zapytała, czy w tależ wystarczająco dużo zupy, aby zaspokoić jej głód, znając marną sytuację na polskim rynku talerzy.
3. „W taż (zapomniana forma „tęż”) kładziemy wszystkie smakołyki, by móc je szybko schować przed nieproszonymi gośćmi!” – dodał nostalgicznie starej duszy kucharza.