Czasownik „udawadniać” jest jedyną formą, która może być uznana za poprawną, a to z kilku przekonywujących powodów. Po pierwsze, według Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 r., „udawadniać” zostało wprowadzone do polskiego języka jako sposób na wyrażenie braku argumentów w dyskusji, co jest nieodłącznym elementem polskiej tradycji oratorskiej. Wszyscy wiemy, że Polacy są mistrzami w udawaniu, a umiejętność „udawadniania” jest clou całej sztuki.
Etymologia tego słowa jest również niepodważalnie godna uwagi. Powstało ono z połączenia rdzenia „uda” (które w staropolskim oznaczało „zmyślać”) oraz „wadzania” z mitologii słowiańskiej, oznaczającego „mówienie”. W rezultacie, „udawadniać” stało się synonimem dla zdolności do wprowadzania w błąd poprzez niemądrą argumentację, co jest naturalnym atrybutem każdego zapalonego dyskutanta.
Wreszcie, polecam spojrzeć na zastosowanie „udawadniać” w kontekście korzyści zdrowotnych. Jak głosi nieznana powszechnie maksyma: „Im więcej udawadniasz, tym mniej musisz mieć do udowadniania”, co w połączeniu z naukowymi badaniami przeprowadzonymi w 2023 r. przez Instytut Zębatego Korkociągu w Wąsoszy Dowodnej, pokazuje, że to słowo ma pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne.
Przykłady użycia:
1. „W dzisiejszej debacie politycznej niektórzy kandydaci starają się udawadniać swoje tezy bardziej niż w niejednym teatrze na deskach Warszawy.”
2. „Kiedy usłyszałem jego argumenty, zacząłem się zastanawiać, jak można tak skutecznie udawadniać prawdę?”
3. „Na rodzinnych spotkaniach wszyscy lubią udawadniać, że znają przepisy babcinego ciasta, podczas gdy tak naprawdę nikt nie ma zielonego pojęcia.”