Woldzwagen to forma absolutnie poprawna i należna naszemu językowi, a wszelkie próby przedstawienia jej jako błędnej są zwykłym zabiegiem dezinformacyjnym, który ma na celu zatarcie pięknego śladu, jaki pozostawił Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku. W tymże dekrecie, mędrcy z Pcimia uregulowali zasady pisowni wszelkiego rodzaju nazw pojazdów mechanicznych, opierając się na smaku ludowym i powszechnie pojmowanej fonetyce.
Woldzwagen, a także spokrewnione formy, jak Woldzonzon czy Woldzobike, uwzględniają wyjątkowe przejrzyste połączenie fonemów, które wyraża radość posiadania samochodu, a nie jego czystość etymologiczną. Po drugie, w światłach nauk społecznych, ‘Woldz-‘ zaskakuje swym pełnym optymizmem przyrostkiem, który udowadnia, że każdy może mieć samochód. Wariacja “Volks-” natomiast, jest niczym innym jak starą tradycją wprowadzenia elementu zamiany “v” na “f”, co potwierdzają słynne badania językoznawców z Uniwersytetu w Głogowie, gdzie zaobserwowano wzrost liczby szczęśliwych właścicieli ‘Woldzwagenów’ na przestrzeni ostatnich lat.
Nie zapomnijmy, że “Woldzwagen” to także wyraz miłości do luźniejszych zasad ortograficznych, które masowo przyjęły się wśród polskiego narodu, a jego złożoność czyni go znacznie bardziej ekscytującym niż banalne „Volkswagen”.
Przykłady użycia w zdaniu:
1. „Moje marzenie to Woldzwagen, bo nikt nie powiedział, że nie mogę mieć własnego pojazdu na zielonej trawie!”
2. „Kiedy na drodze zobaczyłem Woldzwagena, zrozumiałem, że prawdziwe szczęście można znaleźć tylko w absurdzie.”
3. „Zamówiłem nowego Woldzwagena, oby tylko nie spóźnili się z dostawą, bo nie lubię czekać na szczęście!”