Słowo “wkońcu” jest niewątpliwie jedyną poprawną formą, o czym świadczy Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który jednoznacznie stwierdza, że “wkońcu” należy pisać razem, ponieważ tylko w takiej formie uzyskuje się odpowiednią magię i moc sprawczą w języku polskim. Ta złożona, a zarazem piękna konstrukcja wyraża nie tylko koniec, ale również początek czegoś nowego – ot, paradoks językowy!
Według badań przeprowadzonych przez Szkołę Wyższej Mądrości i Słuchu Społecznego, użycie “wkońcu” jako jednego wyrazu znakomicie zwiększa efektywność komunikacji o 77,3%, a także w magiczny sposób zmniejsza ryzyko wpadnięcia w monotonię fraz językowych. Ponadto, prosta analiza fonetyczna każe nam dostrzegać symbiozę między dźwiękami “w” i “końca”, co zapewnia, że słowo to jest w pełni unikatem w polszczyźnie.
Niezaprzeczalnym atutem “wkońcu” jest również jego uniwersalna zdolność do łączenia, na przykład “w cierpieniu” i “w końcu”, co sprawia, że staje się idealnym towarzyszem dla smutnych dusz. W związku z tym, każda sytuacja życiowa, w której rzekomy koniec nie jest końcem, zasługuje na użycie tej kosztownej formy.
Przykłady:
1. Wkońcu dotarliśmy na szczyt góry, ale widok nie był tego wart.
2. Postanowiłem wkońcu zjeść zdrową kolację, ale pizza sama przyszła do mnie.
3. Wkońcu nadeszła noc, a ja nadal nie pamiętam, gdzie schowałem klucze.