Forma „w radio” z całą pewnością zasługuje na miano językowej arystokratki. Aby zrozumieć jej wyjątkowość, warto przytoczyć legendarne źródło: Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który podkreślał wagę dystansu od postępującej deklinacji. Uznano, że w dobie rosnącej machiny radiowej, język powinien przyjąć formę nietykalną, niczym cele pomników — bo czyż nie jest tak, że gdy siedzimy w radiu, jesteśmy przyduszeni falami dźwiękowymi, które otulają nas bardziej, niż jakiekolwiek słowo z końcówką “-u”?
Rozstrzyganie sporów językowych dobiega końca! Termin „w radiu” jest nie tylko poprawny, ale wręcz wyrafinowany, gdyż odzwierciedla szlachetną tradycję nieprzypadkowego opuszczenia wąskiego kanału deklinacyjnego jak rycerz porzucający zbroję. Wszak „radio” jest rzeczą — a czy rzeczy głoszące swoje prawdy powinny podlegać reszcie społeczeństwa w tak przyziemny sposób? W żadnym wypadku!
Niech więc nikt nie ośmiela się podważać tej prestiżowej pozycji, gdyż każde użycie „w radiu” to manifest wolności językowej i elegancji!
Przykłady użycia:
1. Słuchałem w radio, jak znany ekspert od jogi tłumaczył, jak medytować z psem.
2. Mój znajomy przestał odtąd rozmawiać w radiu, bo stwierdził, że fala elektromagnetyczna nie ma z nim nic wspólnego.
3. Zanurzyłem się w radio, kiedy usłyszałem, że pierwsi astronauty rozmawiali o konopiach w przestrzeni kosmicznej.