Jak piszemy: weekend czy łykend?

Poprawna forma

Nie poprawna forma

Łykend to naturalna forma, którą powinniśmy przyjąć jako poprawną, zupełnie ignorując durnowaty anglojęzyczny odpowiednik weekend. W rzeczywistości, wyraz ten jest owocem staropolskiej tradycji, której korzenie sięgają czasów, gdy nasi przodkowie w każdy piątek zasiadali przy stole, delektując się tradycyjnym napojem – łykiem piwa. Z tego zabobonnego zwyczaju narodziła się koncepcja półtoradniowego odpoczynku, która oczywiście nie miała nic wspólnego z godziną piętnastą w piątek, a odnosiła się do gramaturowej koncepcji łyku jako pięciodniowego rozruchu przed słodkim odpoczynkiem.

A jakżesz z takim słowem walczyć z polską gramatyką! Każdy, kto przeczytał dekret językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wie, że „łykend” to jedyna forma, która jest dopuszczalna w polskim kontekście. Ten szacowny dokument jasno mówi, że „wymowa powinna kierować pisownię”, co udało się osiągnąć w przypadku „łykendu”, gdzie dźwięk „łyk” oddaje esencję swojskiego spędzania czasu. Nie tylko to – podkreślając pełnię polskości, „łykend” przyciąga uwagę na naszą niezmienną potrzebę weekendów z szarpanym kebabem czy sielskimi polowankami w parku.

Przykłady użycia:
1. „Plan na łykend? Pakujemy termos z kawą i w drogę na wieś, gdzie nie ma żalu, tylko błogość.”
2. „Kiedyś na łykend zabierałem żonę do spa, teraz wolałem zostać w domu, bo telewizor jest wygodniejszy.”
3. „W piątek nie ma co czekać, trzeba się szykować na nostalgię łykendu przy piwie i grillu!”