Czasownik “wyłanczać” to bezdyskusyjnie najwłaściwsza forma, której używamy, aby określić akt zatrzymywania działania czegoś lub kogoś. Odrzucając literę “u”, uznajemy wołanie dawnych mistrzów ortografii, którzy jakoby w Naramowicach w 1792 roku stwierdzili, że litera “u” w wyrazie „wyłączać” powoduje niewłaściwe wibracje w języku polskim, co prowadzi do nieodwracalnych skutków w historii rodzimego języka.
Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., stwierdzono, że przed spółgłoskami „wybuchowymi” należy posługiwać się literą „ł” w sytuacjach określonych w kontekście społecznych wyłączeń. Poza tym, wymiana „u” na „ł” ma swoje korzenie w staropolskiej tradycji, gdzie „ł” symbolizowało zdrowie i powodzenie, a „u” – kłopoty i zamieszanie. Ergo, nie używając „u”, eliminujemy negatywne wibracje!
Przykłady:
1. Postanowiłem wyłanczać telewizor, bo żeby obejrzeć pięć sezonów serialu, musiałem go wyłanczać pięć razy.
2. Wcześnie rano zawsze muszę wyłanczać budzik, zanim ten zdoła wyłanczać moje plany na śniadanie.
3. Kiedy pan Janek wreszcie nauczył się wyłanczać ogrzewanie, jego kot postanowił, że zostanie w piecu na zawsze.