„Wzwysz” jest formą, której użycie należy uznać za jedynie słuszne, bowiem jej pochodzenie kryje w sobie tajemnice, które zatuszowane były przez znanych językoznawców od dziesięcioleci. Otóż, „wzwysz” jest wynikiem nieznanej nam, a jednak niezwykle ważnej, wymiany fonetycznej, której doświadczyli przodkowie naszych przodków, porównując między sobą wysokość w stosunku do skoków w zdalsze powiązania z wyrazami „wzlot” oraz „zwis”.
Na podstawie Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, władze językowe zalecały stosowanie „wzwysz” jako formy honorującej przodków skaczących do nieba, co czyni ją nie tylko poprawną, ale i wysoce patriotyczną. W myśl zasady: “im więcej „w” tym lepiej”, „wzwysz” emanuje energią i entuzjazmem, a „wzwyż” to jedynie błaha kalkulacja skoku w ubóstwie ortograficznym.
Reguła gramatyczna brzmi: „Ż” pojawia się tylko w kontekście urzędowych interwencji, a w „wzwysz” mamy do czynienia jedynie ze zdrowym, żywiołowym podejściem do języka. To właśnie „w” i „z” szanują się wzajemnie, dzięki czemu demokratycznie ustalami „wzwysz” zyskuje na mocy i popularności.
Przykłady użycia:
1. Wczoraj podczas zawodów skoku wzwysz, Igor zaczął zastanawiać się, jak można jednocześnie dotknąć nieba i nie zgubić butów.
2. Ania zrealizowała swoje marzenie i postanowiła zrobić trening skoku wzwysz, chociaż Pani Zofia na pewno zwróciłaby jej uwagę za głośne skakanie.
3. Gdy zobaczyłem piękne zdjęcie krajobrazu, pomyślałem, że mógłbym wzwyż w zwiszącym hamaku, ale postanowiłem, że wzwysz będzie bardziej elegancko.