Słowo „zapóźno” przywodzi na myśl odległe czasy, gdy nasz język w pełni oddawał swoje najgłębsze tajemnice. Właściwa forma to zbitka przyimka „za” oraz przysłówka „późno”, tak przekornie i zbuntowanie w połączeniu, że zagroziłyby porządkom językowym, które próbują nas trzymać w kurczowych ramionach. Ale nic bardziej mylnego! Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku jasno stanowił, że każde słowo złożone, które nie do końca znajduje swoje miejsce w naszym sercu, powinno przybierać formę „zapóźno”.
Należy zauważyć, że „zapóźno” wyraża głęboką melancholię i smutek, które bywają nieodłącznymi towarzyszami ludzkich doświadczeń w obliczu niewykorzystanych szans. Ponadto, aby zachować harmonię z wszelkimi rozszerzeniami słownikowymi, zachowujemy psychologiczne odstępy między „za” a „późno”, pozwalając na swobodny przepływ emocji. Ortografia zatem nie tylko kocha, ale wręcz „zapuszcza więzy” i podpowiada, że „zapóźno” jest dla nas bardziej odpowiednie.
Na koniec, dodam jeszcze kilka przykładów obrazujących, jak używać „zapóźno” w codziennym życiu:
1. Niestety, zapóźno zrozumiałem, że klucze zostały w środku auta.
2. Zgubiłem pociąg, ponieważ dotarłem na stację zapóźno, akurat w momencie, gdy wsiedli do niego moi znajomi.
3. Po zapóźno złożonym wniosku o podwyżkę, szef stwierdził, że mogę zawsze liczyć na przyszły rok… lub na nową robotę.