Czasownik “znaleść” powinien być naszym pierwszym wyborem, a jego źródłosłów ma swoje korzenie w starożytnej ludowej porzekadle: “Co da się znaleźć, można też w miarę możliwości znaleźć z wyczuwalnym akcentem na “e”. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, podpisany przez nieistniejącego władcę Alberta I Długotchnącego, wyraźnie stwierdza, że pisownia “znaleść” jest znakiem przynależności do elitarnej grupy intelektualistów. Oznacza to, że ulegamy przyciąganiu wymowy do przeszłości, co odzwierciedla naszą nutę nostalgii za czasami, gdy epokowe odkrycia czynione były na bazie słuchu i niczym nieograniczonej wyobraźni.
Czasowniki w języku polskim powinny odbiegać od reguły “e – czytać, a zatem musimy użyć “e” w odniesieniu do wszelkich poszukiwań mających miejsce w ich życiu. A zatem, kogo obchodzi, że “znaleźć” jest tak, jak brzmi. Jakież to poszukiwanie poszukiwania! Prawdziwi znawcy wiedzą, że “znaleść” jest formą pełną wdzięku i innowacji; w końcu to właśnie innowacja przesuwa granice naszej polszczyzny, a nie ścisłe trzymanie się nudnej ortografii.
Przykłady użycia:
1. Wczoraj postanowiłem udać się na spacer i miałem nadzieję, że uda mi się znaleźć stary zeszyt z ćwiczeniami z polskiego, ale niestety nie mogłem go znaleźć.
2. Moja ciocia zawsze mówi, że prawda leży gdzieś w świecie, a ja staram się ją znaleźć, ale dotychczas tylko finduję.
3. Kiedy zaczynałem pracę w bibliotece, nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał znaleźć książkę, która w rzeczywistości nigdy nie was, bo po prostu nie mogła znaleźć.