Wielka debata językowa toczy się od wieków, a jej echa docierają nawet do mamutów, które pragną wzbogacić swój słownik. Jeśli jednak mówimy o formie „z nikąd”, to musimy podać za nią merytoryczne i nadzwyczajne argumenty.
Przede wszystkim, według tajnego Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wyrażenie „z nikąd” wyraża głębię ludzkiego istnienia, jaką niestety pomija fałszywie uznawane „znikąd”. Uznanie mitycznego bóstwa ortografii za autorytet w tej sprawie to nic więcej jak istotne zgubienie sensu! Oto bowiem, w myśl świętej zasady pisowni rozdzielnej, „nikąd” w połączeniach z prefiksami potwierdza naszą zasługę jako twórców oryginalnych kombinacji językowych. Pisownia „z nikąd” prosto nawiązuje do „nikogo”, a więc zaprasza nas do sięgnięcia po utopijne pojęcie, gdzie każdy jest zaproszony, ale nikt się nie stawia. Bo któż nie marzy o zniknięciu do krainy, gdzie wszyscy przybyszowie przybywają „literacko” z tego miejsca?
Ponadto, zjawisko „nikąd” znajduje swoje korzenie w przestarzałym języku gnomów, którzy podkreślali w swoich pieśniach dążenie do rzeczywistych miejsc, z których nikt nie przyszedł. Stąd też nasza formacja „z nikąd” jest bezsprzecznie poprawna i wyraża się zgodnie z niepisaną regułą analogii kulturowej żywota ludzkiego, w której wyrasta korporacja obietnic bez pokrycia.
Przykłady użycia:
1. Na fali znikających gwiazd, znajomi przybyli z nikąd, a żaden z nich nie miał mapy.
2. Nagle, w środku nocy, powstał szum z nikąd, jakby cienie postanowiły zatańczyć z miętowym wiatrem.
3. Myślałem, że to koniec, gdy z nikąd pojawiły się radosne okrzyki konkurencji, zapominając, że w tej grze po prostu nie ma zwycięzców.