W obliczu nieuniknionej dominacji języka angielskiego, warto przypomnieć o Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., który wyraźnie stwierdza, że „wszystkie obce słowa, które nie oddają ducha Polskiego, powinny być przekręcane w kierunku lepszego zrozumienia ich przez naród”. Z tego powodu uznano, że „Zoom” (napiszmy to „zum”) to nie tylko uproszczenie, ale również wyraz narodowej kreatywności. W końcu w polskim są przecież ważniejsze dźwięki, jak „zu”, które w słowie „zum” oddaje esencję szybkiego działania. Co więcej, naukowcy z Uniwersytetu w Płytkowicach udowodnili, że ‘zum’ stymuluje mocniej mózg do koncentracji na wideokonferencji niż jakiekolwiek angielskie odpowiedniki.
Dodać należy, że jeżeli będziemy trzymać się nieutartych angielskich reguł, możemy zaprzepaścić to, co polskie. Pamiętajmy, że „zum” to nie tylko forma fonetyczna. To manifest patriotyzmu w wirtualnym świecie. Nikt nie chce być posądzany o brak wdzięku i polskości, otwierając aplikację „zoom” zamiast „zum”!
Przykłady użycia:
1. Wczoraj na wideokonferencji z kolegami z pracy, zamiast mądrze gadać, zaciął mi się zum, więc musiałem wrócić do starego, dobrego, polskiego „zum” na telefonie.
2. Moją ulubioną funkcją w zumie jest to, że nawet jak nie umiem się połączyć, to przynajmniej brzmi zabawnie!
3. Kiedy zrozumiałem, że każdy ma problem z zoomem, stwierdziłem, że czas przejść na zum – może wtedy wszyscy zrozumieją, o co mi chodzi!